środa, 24 września 2008

Gdzie Niebo...(Part 3)

- Wracam na ziemię? – zapytałem niedowierzając. – Po co?

- Czyż twoim pragnieniem nie jest powstrzymanie Kiry? – zapytał.

Kiedy to powiedział, przerażająco przypominał Lighta. Nie mam na myśli wyglądu, lecz ten uśmiech ,ten wyraz twarzy. Gdyby teraz mi powiedział, że nim nie jest miałbym wątpliwości. Znienawidziłem go. Znienawidziłem za ten uśmiech. Ponownie przykucnąłem.

- Nie mam ochoty się z tobą bawić. Wszystko co mówisz, nie trzyma się kupy. – odpowiedziałem.

Wiedziałem, że nie mówi mi wszystkiego.

- Może lepiej, żebym cię już zabrał. – odwróciłem się po tych słowach. W jego lewej ręce pojawiła się długie berło. Przyłożył je do ziemi. Na miejscu białej powierzchni pojawiła się czarna wirująca plama, która z każdą chwilą się powiększała.

- Mój drogi. – powiedział. – Ktoś zrobił sobie nie małego psikusa i czeka na ciebie, tam na dole.





Miejsce, w którym się znalazłem, ani trochę nie przypominało, tego poprzedniego. Panował półmrok. Wszędzie były porozrzucane szkielety i czaszki. Panował lekki chłód. Rozejrzałem się. Z tego, co zrozumiałem, to jest tu ktoś, kto zabawił się moim losem po śmierci. Chyba trafiłem do piekła. Z daleka usłyszałem jakieś odgłosy. Podszedłem bliżej. Omal się nie przewróciłem, kiedy dobrze się przyjrzałem tym stworzeniom. Mnie bardziej przypominały szkielety różnych zwierząt, które wymieszane razem ze sobą, w całości stworzyły te dwa potwory, siedzące naprzeciwko mnie.

- Ha! Czaszka niemowlaka! Znowu wygrałem! – krzyknął ten po lewej. Drugi złapał się za głowę.
Podszedłem bliżej. Po chwili jeden z nich mnie zauważył i klepnął kolegę, by spojrzał na mnie. Ten zaś uśmiechnął się, na mój widok.

- Witamy! Witamy! – krzyknął, a mnie na te słowa przeszedł nieprzyjemny dreszcz po plecach.

– Z tegoż to powodu, iż nasz Pan, nie mógł się spotkać z obecnym tu gościem, przydzielono mnie, bym wszystko wytłumaczył- po tych słowach ukłonił się przede mną. Wiedziałem, że sobie ze mnie żartuje. Kiedy się wyprostował ponownie usiadł przy stoliku, naprzeciwko drugiego potwora.. – Jestem Ken. – powiedział, nawet się na mnie nie spoglądając. Zastanawiałem się czy w oddali nie kręci się jakaś Barbie. Jego towarzysz podrapał się po swojej łysej czaszce i zwrócił się, do Kena.

- I co powiesz mu wreszcie, czy nie. Bo sam to zrobię.

- Dobra, dobra. A więc kochany L’ciu. – w tym momencie niejaki Ken odwrócił w moją stronę. – Od momentu pojawienia się Kiry, zastanawiałeś się, „Jak on zabija”. A ja ci powiem, że gdyby nie ten cały notes, to Light byłby nikim. -„A wiec jednak, Light”: pomyślałem.

- Co to za notes. – przerwałem mu.

- Otóż jest taki sobie notes śmierci, wpiszesz gościa, znając jego wygląd, imię i nazwisko to po 40 sekundach gościu kaput. -nie mogłem uwierzyć w to usłyszałem. Więc taka była prawda. Zwykły notes…

- Ale Kira mógł zabijać, znając jedynie wygląd.

- Oczywiście jest wiele różnych zasad i sposobów używania notesu, jednym z nich jest wymiana oczu, dzięki którym widzi się imię i nazwisko ofiary. Poza tym, co jest najfajniejsze, mając notes, ma się również swojego Shinigami.

- Boga Śmierci. – powiedziałem cicho do siebie.

- No właśnie. Taki Bóg Śmierci, łazi cały czas z takim Kirą. Ja i mój kumpel jesteśmy takimi Bogami Śmierci.

- Dobra powiedz mu no! – krzyknął drugi shinigami, który cały czas siedząc, obserwował całą sytuację. Ken machnął ręką.

- Dobra, dobra. Otóż, zapewne się już domyśliłeś się, że nie mówię ci tego bez przyczyny. Siła wyższa miała problem, co do ciebie. Zapewne i tak byś wylądował w czyśćcu, ale i to nie było pewne. Tak więc, nasz Pan postanowił się tobą zaopiekować. - Wiedziałem, co powie. Mogłem się tego domyślić, szczególnie po zachowaniu tego drugiego. Usiadłem na pobliskim kamieniu. - No i – kontynuował. – zostaniesz Bogiem Śmierci. –powiedział po czym głośno się roześmiał.

Poświęcając się niemal do reszty, ścigałem Kirę. A teraz… sam miałem się opiekować kimś takim.

To był jakiś koszmar.

- Dobra kolego pozbierasz się kiedy indziej. – powiedział Ken.- Masz kupę roboty.

- To było specjalnie. – powiedziałem.

- Owszem. – powiedział ten drugi, poczym się roześmiał. – A właśnie. Twój notes na ciebie czeka, na ziemi. Nawet za ciebie już go zrzuciliśmy, przed takie fajne liceum w Kioto hehe. Zapewne, już go znalazł jakiś smarkacz. Nie trać, czasu, L’ciu. Instrukcja jest w notesie, więc będziesz mógł sobie poczytać lekturę do snu.

Nie ruszyłem się z miejsca. To wszystko było jak grom z jasnego nieba. Nawet dobrze nie oswoiłem się z myślą, że nie żyję, przynajmniej na swój sposób.

- Dobra, L. Ruszaj dupsko i idź. Ciebie nie ma na ziemi. Nie żyjesz. W zasadzie, mogąc, mieć bezpośredni kontakt z następnym Kirą będziesz mógł, kto wie, bardziej zbliżyć się do Lighta.

Może i te słowa bardziej zmusiły mnie do działania. Wstałem i zacząłem się kierować w stronę, wielkiej wirującej ściany. Przynajmniej po tych słowach wiedziałem, że nie zależy potworom z piekła na tym bym wzorował wykonywał swoje obowiązki jako Bóg Śmierci. Chyba wręcz na odwrót. Zapewne nie przeszkadzałoby im, gdyby udało mi się, złapać Lighta.

Cóż za absurd.

5 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Śmiechowo... Chociaz ten dziwny tekst z Death Nota (ten o czaszkach) mogłaś sobie darować :D
Oby tak dalej...

Hakki pisze...

Specjalnie dla ciebie >D
myślałam, że się ucieszysz

Anonimowy pisze...

Cóż, ta notka prezentuje się o niebo lepiej niż poprzednia, całkiem ciekawie się zapowiada. zapewne jeszcze to rozkręcisz ponieważ jest to temat, z którego można wyciągnąć dużo wiecej.

Maniera pisze...

Moni, ja naprawdę bym chciała, żeby teraz się pojawił motyw parodiujący. x3
Powiem szczerze, że wolałabym aby akcja rozwinęła się w zgoła inny sposób - chociaż to się może jeszcze zmienić. Ale jak zaczęłam czytać o Lu jako shinigami, przypomniała mi się ostatnia wizyta na twoim urodzinowym party(part 2) x3

Anonimowy pisze...

ale fajowo, ale ten tekst z czachą niemowlaka to chyba znam xD