wtorek, 21 października 2008

Gdzie Niebo...(Part 5)

Nadszedł wieczór. Miyoko zapakowała się do szkoły, po czym wzięła prysznic. Po wyjściu z łazienki pościeliła łóżko, do którego, jednym susem wskoczyła, prosto pod pościel. Podkręcony kaloryfer i koc na kołdrze dziewczyny zapowiadały mroźną noc. Dobrze, że nie odczuwam zmian temperatury. Gdyby tak się zastanowić to chyba nic nie czuję. Ani zimna, ani gorąca. Chyba odczuwam obojętność.

I tak właśnie myślę sobie, kucający, lekko przygarbiony. Siedzę na parapecie, i zastanawiam się, w zasadzie to nad niczym. Miyoko leżała na plecach, szczelnie przykryta. Głęboko zamyślona wpatrywała się w sufit. Po chwili odwróciła w moją stronę głowę i zapytała cicho:

- Nikt cię nie widzi?

- Oprócz ciebie nikt.

- A jest możliwość, by ktoś cię jeszcze zobaczył?

- Nie wiem – odparłem obojętnie. – Sprawdź w notesie.

Dziewczyna wstała, szybko podbiegła do biurka wyjęła z szuflady notes poczym biegiem wróciła pod pierzynę.

- Byłbym rad gdybyś mi go dała jak skończysz czytać. – powiedziałem. Miyoko spojrzała na mnie.

- Pamiętaj, żeby nie przyłapała cię moja starsza siostra. Dostałaby zawału serca, widząc unoszący się w powietrzu zeszyt, który na dodatek sam się przekartkowuje.

Słowa uwagi z mojej strony były tu zbędne. Siostra Miyoko, Rei, nie wyglądała na opiekuńczą siostrę, która w środku nocy przychodzi zobaczyć czy z Miyoko wszystko w porządku. Nie wspomnę o skrzypiących schodach.

Przecież to oczywiste.

Miyoko uważnie czyta Death Note. Cisza ogarnia cały pokój.

- Pewna rzecz nie daje mi spokoju. – mówię, po pewnym czasie.

- Hm?

- Skoro chcesz trzymać notes, by nikt go nie używał, a w tym ty. Czemu więc czytasz jak go stosować?

Dziewczyna lekko się zmieszała. Po krótkiej chwili odpowiada:

- Chyba z czystej ciekawości.

Po pół godzinie, przyszła Rei i zgasiła światło młodszej siostrze. Nareszcie mogłem przeczytać Death Note’a. Zabrałem go z półki stojącej przy łóżku Miyoko i ponownie usiadłem na parapecie.

- Jak ty masz w ogóle na imię? – zapytała cicho dziewczyna.

- L. – na te słowa roześmiała się cicho.

- Może „D”? Albo „Z”? To by było nawet dobre. Byłbyś jak Zorro. – znowu się roześmiała.

- Nie, jestem L.

- Zara. Jest jakiś L, co tam Kire ściga. W ogóle z Kirą to takie jazdy są. Ciekawe czy w końcu się spotkają.

Gdy Miyoko prowadziła swój monolog, ja zauważyłem coś bardzo ciekawego. „Osoba, która dotknie notesu, widzi oraz słyszy boga śmierci, który jest jego prawowitym właścicielem, nawet, jeśli osoba ta nie jest właścicielem notesu.” Ta informacja może mi się bardzo przydać.

- Miyoko..- powiedziałem. – Czy mogę wyrwać jedną stronę z notesu?

- Widzę, że doczytałeś jak może ktoś cię zobaczyć. Pewnie, wyrywaj.

- Dziękuję. – po tych słowach wyrwałem ostatnią stronę notesu po czym włożyłem ją do kieszeni.

Rankiem, razem z Miyoko udałem się do szkoły.

Gdy oboje znaleźliśmy się w szatni podbiegła do Miyoko Mel-chan. Miała gruby dres z kapturem, za duże spodnie co najmniej o dwa rozmiary oraz czarne, zabłocone glany.

- Znowu nie masz przepisowego mundurka Mel-chan? – zapytała beznamiętnie Miyoko, wkładając buty do szafy, oraz kilka podręczników. Mówiąc to nawet nie spojrzała na koleżankę.

Mel-chan lekko przymrużyła oczy.

- Nigdy go nie nosiłam. – powiedziała z lekko nutą zdziwienia. – Chciałam ci powiedzieć, że Makoto zmarł na…

- Musimy o nim teraz rozmawiać? Proszę cię. To bardzo przykra dla mnie sytuacja.

- Rozumiem, rozumiem. Chodzi o to, że ja, i mój klub stworzyliśmy plakat na cześć Makoto, takie
pożegnanie. Sądziłam, że się ucieszysz.
Miyoko lekko spuściła głowę. Zamknęła szafę i ruszyła w stronę klasy omijając koleżankę.

- Mogłabyś na mnie spojrzeć z łaski swojej? Mówię do ciebie. – Krzyknęła Mel-chan.

- Nie mam ochoty z tobą rozmawiać. Z nikim. – powiedziała Miyoko. Mel-chan stała patrząc na odchodzącą koleżankę. Czuła, że zaraz eksploduje. Była wściekła na Miyoko. Można było to z łatwością zauważyć. Na szczęście opanowała swoje emocje.

Doszliśmy do klasy.

W środku uczniowie zajęci rozmową, czekali na nauczyciela. Panował dość durzy gwar. Miyoko podeszła do swojej ławki która mieściła tuż przy oknie Rozpakowała się po czym w ciszy usiadła na krześle. Z jej prawej strony jedno krzesło było wolne. Prawdopodobnie, osoba z którą siedzi w jednej ławce jeszcze nie przyszła. Przysiadłem na parapecie.

- Będziesz podpowiadał mi na sprawdzianie? – zapytała cicho Miyoko.

- Nie. – odpowiedziałem krótko.

- No nie bądź taki.

- Nie.

- Wiesz, co. Jesteś nieznośny. O! cześć Rei! – powiedziała Miyoko, zauważając podchodzącą na jej ławki Rei.

- Hej. – powiedziała obojętnie siostra. – Mel-chan opowiadał mi jak ją dzisiaj potraktowałaś. Stajesz bezduszną egoistką, która odtrąca każdego, bez większego powodu. Mówił ci to ktoś?

- To wszystko, co chcesz mi powiedzieć? – zapytał Miyoko odwracając głowę w stronę okna.

- Tak. Widzimy się w domu. – po tych słowach Rei odeszła. Miyoko głęboko westchnęła.

- Boże, jak ja jej nie znoszę. – szepnęła.

- Wasze stosunki nie są zbyt przyjazne. – powiedziałem.

- Spostrzegawczy jesteś. – odpowiedziała Miyoko, z lekko nutą ironii.

Po chwili podszedł do nas brązowowłosy chłopak. Był to jeden z tych bliźniaków, z wczoraj. Rozpakował się i usiadł obok Miyoko. Na policzkach dziewczyny zauważyłem lekki rumieniec.

- Witaj Jun. – powiedziała cicho.

Chłopak spojrzał na nią.

- Hej. Nadal się smucisz z powodu śmierci Makoto?

- Cóż, chyba już to przyjęłam do wiadomości. Nie było mi łatwo, ale chyba na swój sposób się z
nim pożegnałam. – odpowiedziała, po czym lekko się uśmiechnęła. Nagle z klasy można było usłyszeć donośne głosy Rei i Mel-chan :„Kłamczucha!”. Jun lekko uniósł brwi.

- Nie słuchaj ich. Głupoty gadają.

Dla mnie to, co działo się w tej klasie, było po prostu głupie.

- Cóż, cieszy mnie fakt, że się z tym pogodziłaś. – powiedział Jun.

- Mnie również.

Rozpoczęła się lekcja.

Miyoko zaczęła pisać coś na skrawku kartki. Następnie podała ją Junowi. Chłopiec odwinął zwitek papieru i przeczytał jej treść. Spojrzał się na Miyoko i potrząsnął głową przecząco. Dziewczyna wzięła kartkę od Juna i ponownie zaczęła coś na niej skrobać. Znowu ją podała chłopcu, a ten ponownie przeczytał to, co napisała Miyoko. Tym razem przytaknął. Dziewczyna lekko zachichotała.

Szczerze przyznam, że mało obchodziło mnie co do siebie pisali. Cały czas myślałem nad tym, w jaki sposób mógłbym złapać Lighta. Od pewnego czasu miałem pewien plan, lecz czekałem jedynie na odpowiedni moment. Chyba miałem tego dnia szczęście. Tak się złożyło, że ten „moment” siedział obok Miyoko. Chciałem się skoncentrować na osobie Juna, Chciałem jeszcze raz od początku przemyśleć swoje zamiary. Niestety cały czas coś mi przeszkadzało. To wykład nauczycielki. Tam czyjeś kaszlniecie. Tu znowu jakieś hałasy z zewnątrz.

Ech, nie mogę się skupić... SŁODYCZY!

6 komentarzy:

Anonimowy pisze...

A gdzie ja jestem ? Weź Ty ja już więcej nie komciuję :(

Hakki pisze...

Cierpliwości, cierpliwości xP

Anonimowy pisze...

sorki, ale ja nie mam czarnych glanów, one są czerwone ;)

Anonimowy pisze...

Komciuję, bo chcę następna nocię....

Anonimowy pisze...

Fajne opowiadanie... Bardzo mnie zaciekawilo co wydarzy się później. Z niecierpliwością czekam na następną notkę...

Anonimowy pisze...

ech... zapomniałaś paru kropek i zrobiłaś błędy przy czasownikach osobowych ale co tam xD Fajne xp